Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 kwietnia 2014

Temida kontra Farmakon - czyli krótka notka o antagonizmie prawdy i fałszu

Temida (Themis) w kulturze starożytnej Grecji była boginią-tytanidą, uosobieniem sprawiedliwości, prawa i wiecznego porządku. Często przedstawiano ją z opaską na oczach - symbolem bezstronności. Sprawiedliwość nie spogląda na boki, tylko reprezentuje prawdę. Z mitologii tej zrodził się archetyp ślepca-mędrca czy też ślepej staruchy, reprezentującej mądrość i doświadczenie, a także jasnowidzenie. Można te postacie odnaleźć wszędzie: w literaturze, filmie, serialach. Oślepiona Cordelia w American Horror Story: Coven utraciła wzrok, aby uzyskać dostęp do prawdy, poprzez wizje i prekognicję (widzenie przyszłości). We współczesnej kulturze tacy bohaterowie najczęściej są przedstawiani jako uciskani, często ginący w imię swoich przekonań lub cierpiący (np. okaleczenie). Zdaje się jednak, że to nic nowego - od czasów skazania Sokratesa, zwalczanie prawdy, próba uciszenia sprawiedliwości jest domeną świata ludzi. Choć ludzie giną, ich historie po jakimś czasie zawsze w końcu zostają ujawnione, jak gdyby potwierdzając wartość wytrwałości i cierpienia towarzyszącego tym zmaganiom.

Walka z nieprawdą to często walka pisma z mową. Prawda bardziej waży słowa i krzyczy tylko wtedy kiedy pogrąża się w czarnej rozpaczy. Nieprawda zakorzeniła się w piśmie, zdolność pisania stała się furtką fałszerstwa, znacznie potężniejszego niż jest możliwe poprzez słowo mówione. Współcześnie media stosują pismo, zwłaszcza poprzez bramy internetu, jako fantastyczne narzędzie manipulacji.

Kłamstwo wielokrotnie powtórzone być może stawało się po jakimś czasie przyjętą "prawdą", lecz kłamstwo zapisane i skopiowane w dwudziestu różnych mediach stało się przerażającym narzędziem. Wszyscy w szkole przerabialiśmy pokrótce historię propagandy, zwłaszcza hitlerowskiej czy stalinowskiej jako najbardziej skrajnych, odrażających przykładów prób zatracenia prawdziwego obrazu dzięki bombardowaniu(!) ludzi fałszywymi informacjami ze wszech stron. Obecnie dużo mówi się w środowiskach młodzieżowych o fałszywej propagandzie dotyczącej szkodliwości zażywania substancji psychoaktywnych, a przecież nie tak dawno ujawniono, że propaganda dotycząca palenia papierosów działała właśnie w ten sposób (przykład na powyższej załączonej ilustracji). Powtórzenie wielokrotnie, że papieros jest zdrowszy od słodkości, że pozwala dbać o zdrową sylwetkę czy jest ostatnim szykiem mody - doprowadziło do śmierci tysięcy ludzi na różne choroby nowotworowe. Powtórzone wielokrotnie kłamstwa ideologiczne doprowadziły do śmierci milionów i nadal doprowadzają, czego przykładem są różne kraje komunistyczne - totalitaryzm wciąż nie wymarł i nie wiadomo, czy kiedykolwiek umrze. Można powiedzieć, że kłamstwo zawsze jest głośniejsze i ma większy zasięg niż prawda, a można je poznać po wielkich literach, prześladujących nas na każdej ulicy, ale też nieustannym uciszaniu głosów przeciwstawnych. Kłamstwo można też zawsze poznać po tym, że jest brutalne i prymitywne w swojej istocie. Przynajmniej takim się objawia w skrajnej formie, w której doprowadza do śmierci niewinnych ludzi.

Teraz chciałabym się podzielić kilkoma cytatami, które podczas studiów wywarły na mnie ogromne wrażenie. Są to mianowicie rozważania Platona oraz komentarze badacza J. Derridy tych rozważań dotyczące, ukazujące zwodnicze oblicze pisma (farmakonu). Wynalazca, Teut, przynosi jako dar dla króla Tamuza pismo, jednak król nie chce temu darowi zaufać. W oryginalnym tekście Platona czytamy następująco (słowa Tamuza do Teuta-wynalazcy):

"Ty jesteś ojcem liter; zatem przez dobre serce dla nich przypisałeś im wartość wprost przeciwną tej, którą one posiadają naprawdę. Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć; zaufa pismu i będzie sobie przypominał wszystko z zewnątrz, ze znaków obcych jego istocie, a nie z własnego wnętrza, z siebie samego. Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie. Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości, a nie mądrość prawdziwą. Posiędą bowiem wielkie oczytanie bez nauki i będzie się im zdawało, że wiele umieją, a po większej części nie będą umieli nic i tylko obcować z nimi będzie trudno; to będą mędrcy z pozoru, a nie ludzie mądrzy naprawdę".

W swoich komentarzach Derrida, w pierwszej kolejności, zwraca uwagę, że w tłumaczeniu tekstu Platona częstokroć dochodzi do spłycenia, ponieważ słowo, jakie użyto na określenie pisma, w języku greckim oznacza również m.in. farmaceutyczne remedium, a także truciznę. W taką to truciznę często na dzień dzisiejszy przemienia się pismo jako narzędzie mediów do wystawiania rozmaitych opinii czy "przedstawiania faktów", nietożsamego jednak z ujawnianiem prawdy. Nawet jeśli przez wieki nauka próbowała wydobyć "uzdrawiającą" moc pisma, zwłaszcza w dobie oświecenia, to jednak pozostaje ono wciąż jedną z najbardziej skutecznych trucizn tego świata. Tak jak lekarstwo, w ręku człowieka złej woli, może stać się zagrożeniem życia.



Pozostawiam Was z Derridą:

"Obiegowe tłumaczenie farmakon przez lekarstwo - dobroczynny środek leczniczy - nie jest oczywiście błędne. Farmakon nie tylko mógł oznaczać lekarstwo i na pewnej płaszczyźnie swego funkcjonowania zacierać dwuznaczność własnego sensu. Lecz jest nawet oczywiste, że skoro jawna intencja Teuta polega na ukazaniu swego wytworu w jak najlepszym świetle, to chociaż obraca on słowo wokół jego dziwnej i niewidocznej osi, prezentuje tylko jeden, najbardziej uspokajający z jego biegunów. Ów lek jest dobroczynny, stwarza i wzmacnia, konsoliduje i zapobiega, utrwala wiedzę i ogranicza zapomnienie. Przekład za pomocą słowa "lekarstwo" zaciera jednak, wskutek wyjścia poza grekę, inny, odłożony na bok biegun słowa farmakon. [...]

Otóż z jednej strony Platon stara się przedstawić pismo jako tajemną, a tym samym podejrzaną siłę. Taką jak malarstwo, z którym później je porówna, i jak iluzja lub techniki mimesis w ogóle. [...]

Z drugiej strony replika króla zakłada, że skuteczność farmakon można odwrócić: może on potęgować zło, zamiast mu zapobiegać. Lub raczej królewska odpowiedź oznacza, że Teut, podstępnie i/lub naiwnie, ujawnił odwrotną stronę prawdziwego skutku pisma. By podkreślić wartość swego wynalazku, Teut odnaturalniłby farmakon, wypowiedział przeciwieństwo tego, do czego zdolne jest pismo. Truciznę podał za lekarstwo. [...]

Gdybyśmy nawet sądzili, że można w ten sposób uratować "racjonalny" biegun i pochwalną intencję, mianowicie ideę dobrego wykorzystania nauki lub sztuki medycznej, mielibyśmy jeszcze wielkie szanse na to, by dać się zwieść językowi. Pismo, zdaniem Platona, nie jest więcej warte jako lekarstwo niż jako trucizna. Jeszcze zanim Tamuz wyda swój nieprzychylny wyrok, lekarstwo niepokoi samo w sobie. Trzeba w istocie wiedzieć, że Platon odnosi się podejrzliwie do farmakon w ogóle, nawet jeśli chodzi o środki lecznicze używane w celach wyłącznie terapeutycznych, nawet jeśli korzysta się z nich w dobrych zamiarach, nawet jeśli są one jako takie skuteczne. Nie ma nieszkodliwego lekarstwa. Farmakon nigdy nie może być po prostu dobroczynny."

Dalej Derrida wykazuje, iż według Platona ów farmakon-środek leczniczy-pismo jest niegodne zaufania z dwóch powodów: po pierwsze ponieważ zawsze przynosi skutki uboczne - niezdolność do usunięcia bólu, po drugie - jest czymś nienaturalnym:

"Na głębszym zaś niż ból poziomie farmaceutyczny specyfik jest zasadniczo szkodliwy, ponieważ jest sztuczny. [...] Farmakon przeciwstawia się naturalnemu życiu: nie tylko życiu niedotkniętemu żadną chorobą, ale nawet życiu choremu, czy raczej życiu choroby. Platon wierzy bowiem w naturalne życie i, jeśli można tak rzec, normalny rozwój choroby. [...] Zakłócając normalny i naturalny rozwój choroby, farmakon jest więc wrogiem żywego jestestwa w ogóle, zarówno zdrowego jak i chorego. Powinniśmy o tym pamiętać, i Platon zachęca nas do tego, kiedy pismo przedstawiane jest jako farmakon. Przeciwne życiu, pismo - czy też, jeśli kto woli, farmakon - powoduje tylko przemieszczenie lub nawet podrażnienie choroby. Logiczny schemat obiekcji króla wobec pisma będzie następujący: pod pretekstem zastąpienia pamięci pismo sprzyja zapominaniu; zamiast powiększać wiedzę, zmniejsza ją. Nie odpowiada potrzebie pamięci, mierzy obok, nie umacnia mneme [pamięć - przyp. luna], lecz tylko hypomnesis [przypomnienie]."

Przywołane cytaty pochodzą z książki J. Derridy, Farmakon, [w:] tegoż, Pismo filozofii, Kraków 1992, s. 39-47.

środa, 25 grudnia 2013

"Życie świadome" (Waking life) - co to znaczy?

Życie świadome (2001, reż. Richard Linklater) to wielopłaszczyznowa podróż nie tylko w głąb podświadomości głównego bohatera, ale i w głąb całego świata metafizycznego, nie można być do końca pewnym, czy mamy tu do czynienia ze snem stworzonym przez jego umysł, czy też snem narzuconym, przebywaniem w jakimś świecie, być może po prostu naszym - ujętym w groteskowe, surrealistyczne chwile spełnienia.

Pierwsza rzecz, jaka narzuca się w przypadku tego filmu, to ciekawa gra słowna tytułu. Polskie tłumaczenie Życie świadome jest całkiem udane, jeśli idzie o próbę przełożenia angielskiego odpowiednika, gdyż "waking dream" oznacza "sen na jawie"; dosłownie przekładając, należałoby użyć sformułowania "życie na jawie". Naturalne skojarzenie wielu osób to "lucid dreaming" - świadome śnienie, kontrolowanie swoich snów. Nie o tym rodzaju świadomości jest jednak ten film. Świadome śnienie jako współczesna praktyka ezoteryczna opiera się o tworzenie własnej rzeczywistości, często będącej tylko kontynuacją codziennej konsumpcjonistycznej pogoni. Tymczasem tutaj jest to raczej podróż szamanistyczna. Bohater Życia świadomego nie kontroluje światów, z jakimi przychodzi mu się zmierzyć - wręcz chce się obudzić, a nie może. Przeżywa tę wędrówkę, będąc świadom samego siebie, swojego istnienia, swoich myśli, swojego umysłu. Struktura świata wyśnionego jest jednak niezależna od niego, w pewnym sensie "zewnętrzna", w ten sposób nabiera niemal realnych rysów, zdaje się, że podróż głównego bohatera to podróż w świat metafizyki pozostający w ścisłym związku z rzeczywistością znaną nam na co dzień.

Trudno jest opisać fabułę dokładnie, zaś streszczanie jej w skrócie ujęłoby niestety jej specyfice. Wszystkie wydarzenia i słowa mają szeroki kontekst, są niejednoznaczne. Reżyser pozwala tutaj każdemu na swobodne ocenianie każdej wypowiedzianej kwestii. Główny bohater jest tylko obserwatorem przez większość czasu - nie mówi, co myśli, a gdy zaczyna mówić - jego przemyślenia również są sprytnie niesprecyzowane na tyle, aby ograniczać pogląd widza. Fabuła bowiem polega na tym, że bezimienny główny bohater spotyka się z różnymi imiennymi lub anonimowymi ludźmi, słucha tego, co mają mu do powiedzenia na temat ludzkiej egzystencji, wszystkiego, co w życiu najważniejsze. Pojawiają się nazwiska wielkich filozofów, pojawiają się współczesne i starożytne teorie, wiele przełomowych teorii i sławnych sentencji, ale i swobodne osobiste przemyślenia, sformułowane prostymi słowami, opakowane w proste porównania, myśli zwykłych ludzi, których coś, jakiś moment w życiu, pobudził do tego, aby przystanąć i zastanowić się nieco dłużej nad tym, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. W pewnym momencie wreszcie bohater orientuje się, że nie jest w stanie się wybudzić ze snu. Każde kolejne przebudzenie to tylko lżejsze stadium snu. Ma coraz silniejszą świadomość tego, że śni, zaczyna rozumieć, w jaki sposób śnić - ale nie jest w stanie dotrzeć do świata w pełni realnego... Każda sceneria po kolei, do której przenosimy się razem z głównym bohaterem, jest inna, ale przynosi kolejne, układające się w spójną całość elementy układanki. Dzięki temu, bohater coraz bardziej zbliża się do Prawdy, pozostając jednak na łasce otaczającej go Iluzji.

Interesująca jest nie tylko treść, ale i dobrze dopasowana forma filmu. Jest to tzw. animacja rotoskopowa. Ta czasochłonna technika polega na przerobieniu całego filmu, klatki po klatce, na animację. Stąd miejscowe, niezwykłe wręcz podobieństwo do rzeczywistości, jednak ze względu na ciągłą ruchomość wyodrębnianych elementów tła sprawia wrażenie bardzo trudnego snu lub rzeczywistości widzianej oczami osoby, która zażyła jakieś substancje psychodeliczne. Wygląd postaci (zwłaszcza widoczny na przykładzie głównego bohatera, którego możemy porównywać z poszczególnymi "wcieleniami") zmienia się w każdej wizji, drobne szczegóły stwarzają zupełnie odrębne postaci, tak jak na przestrzeni życia każdy z nas przeżywa wielkie przemiany wewnętrzne i zewnętrzne. Ten chłopak zmienia się i dynamicznie rozwija, chłonąc wszystkie informacje, które na niego spadają. Czy jednak czyni go to bardziej pewnym, kim jest naprawdę? Skąd przybył, kim był, zanim "obudził się" w tym dziwnym miejscu, w jakim jest teraz? Niestałość kreacji głównego bohatera i jego otoczenia oraz brak związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy kolejnymi jego przygodami - to wszystko unaocznia nam oniryczność tego filmu. Chodzi tutaj o sen, który paradoksalnie okazał się dla kogoś całym życiem. Można zastanowić się, czy w odniesieniu do każdego z nas strumień świadomości bywa tak czysty i klarowny, jakbyśmy chcieli, czy też może zapominając, kim jesteśmy i gubiąc się w swoich problemach czy własnej świadomości - również śnimy nasze życia?...

Zakończenie filmu jest to metafizyczna otwarta karta. Reżyser pozostawił i tutaj swobodę interpretacji. Czy udało się naszemu bohaterowi przebudzić? Czy jest to tylko kolejna oniryczna wizja, kolejne złudzenie? Czy istnieje w ogóle coś takiego jak "prawdziwy świat"? Czy może wkraczając w wyższe stany świadomości, stajemy się sami mniej "realni", rzeczywistość automatycznie ulega odrealnieniu? A może to zakończenie oznajmia nam klęskę, niemożność dotknięcia istoty rzeczy, nieudolność ludzkiego umysłu w poszukiwaniu prawdy na temat naszej własnej egzystencji?