| Drzewo mydłowca. Źródło obrazka - link. |
wtorek, 21 października 2014
Mydłowiec (orzechowiec myjący) Sapindus Mukorossi, jego zastosowanie oraz właściwości saponin
czwartek, 2 października 2014
Wznowienie działalności
Póki co, zapraszam do polubienia i śledzenia codziennych krótkich wpisów na stronie Facebookowej: www.facebook.com/byczdrowym
czwartek, 10 kwietnia 2014
Domowymi sposobami: peeling do ciała (body scrub) z soli lub cukru
Większość kosmetyków, zwłaszcza zagranicznych, reklamowanych przez największe marki, ocieka chemią. Nie tylko dodawana jest do nich masa niepotrzebnych (najczęściej szkodliwych) barwników, ale także wiele utrwalaczy i środków dezynfekujących, przedłużających trwałość kosmetyku, lecz przy tym często wywołujących podrażenienia skóry, czy nawet alergie. Dobrym rozwiązaniem mogą być produkty o krótkim terminie ważności, jednak nie będą one najczęściej tanie. Produkcja domowych kosmetyków wydaje się trudna i niegodna zaufania - zresztą często kosmetolodzy krytykują domowe wynalazki ze względu na małą precyzję ich działania, brak wymierzonych ilości składników etc. etc. Gdy się zastanowimy, to są to dokładnie te same zarzuty, jakie "tradycyjna" syntetyczna farmakologia stawia farmakognozji czy zielarstwu. Chcę tutaj jednak przedstawić świetny przepis na domowy kosmetyk, który w sklepach znajduje się najczęściej na wyższych półkach, a jego działanie w każdym wypadku będzie niezawodne, ponieważ jego działanie polega po prostu na peelingu - zdzieraniu martwego naskórka. Poniższa instrukcja, jak zrobić dobrej jakości body scrub, jest krótka i prosta, a koszta to praktycznie grosze.
Do czego właściwie służy peeling? Dzięki pozbywaniu się starego naskórka peelingiem (ang. peel - złuszczać) typu body scrub (ang. scrub - szorować), pobudzamy skórę do szybszej regeneracji, zarazem odsłaniając tę nową i rozjaśniając wizualnie skórę. Powoduje to zwiększenie cyrkulacji krwi w naczynkach krwionośnych, a dzięki temu lepszy wygląd. Peelingu nie wykonuje się codziennie, ponieważ zazwyczaj naskórek potrzebuje około 7 dni, aby się zregenerować. Osoby z cerą bardziej wrażliwą, atopową czy naczynkową (zaczerwienioną) powinny ograniczać się do używania peelingów raz na dwa tygodnie lub rzadziej (warto tutaj skonsultować się z jakimś specjalistą).
Body scrub bazujący na soli ma działanie przeciwzapalne i ochronne dla skóry, toteż może uchronić przed nawrotem trądziku. Peelingi tworzy się zazwyczaj na bazie soli, ale do skóry twarzy (oraz do skóry delikatnej) zalecane są peelingi na bazie cukru, które nie są tak intensywne. Robiąc domowy peeling, na bazie prób i błędów można stworzyć dla siebie peeling idealny, poznać reakcję swojej skóry i dobrać grubość ziarna soli czy cukru do swoich preferencji. Im grubiej zmielona sól (w takiej formie często jest dostępna sól himalajska), tym bardziej będzie twarda i drapiąca, toteż taki specyfik można przeznaczyć do skóry stóp czy pleców. Body scrub jest również wspomagający przy pozbywaniu się niegłębokich blizn, np. po trądziku, a także rozstępów. Szczególnie zalecany jest na miejsca, które są bardziej wysuszające się (np. łokcie czy kolana), ponieważ jego składniki świetnie ujędrniają skórę. Peeling ma również działanie antycellulitowe.
Jeśli rozważnie dobierzesz składniki do swojego peelingu, to może on nabrać właściwości prozdrowotnych dla Twojej skóry. Skóra jest niezwykle chłonnym organem. Wystarczy zwrócić uwagę na to, że dezodoranty zawierające aluminium powodują składowanie aluminium w organizmie i przyczyniają się m.in. do powstawania nowotworów w obszarze pachwin i piersi. Stosowanie kosmetyków z naturalnymi minerałami również gwarantuje wchłanianie ich, choć zależnie od formy kosmetyku oraz danej substancji, będzie ona przyswajana w innym stopniu.
Opisany tutaj peeling stosuje się na czystą, mokrą skórę. Należy go później dokładnie spłukać, a skórę wytrzeć czystym ręcznikiem.
POTRZEBNE ELEMENTY ORAZ SKŁADNIKI:
przybór na nabierania - np. plastikowa łyżka
baza nr 1: sól lub cukier
baza nr 2: olej (lub olejek)
opcjonalnie: dodatki (czytaj niżej)
Proporcje soli/cukru w stosunku do oleju mają wynosić 1:1 (równą ilość obu składników).
INSTRUKCJA:
1. Do słoika wsyp cukier/sól i olej. (Oraz dodatki)
2. Wymieszaj dokładnie.
3. Jeśli dodałeś coś zapachowego, to odstaw na jedną noc, aby składniki się przegryzły.
Gotowe.

SÓL CZY CUKIER?
Tak jak wyżej napisałam, do skóry twarzy w ogóle nie należy używać solnego peelingu. Poza tym cukier jest delikatniejszy. Biały cukier sprawdzi się równie dobrze co brązowy. Brązowy cukier trzcinowy, a najlepiej melasa z trzciny cukrowej - zawierają spore ilości wapnia oraz magnezu, a także niewielkie ilości żelaza, co może wzbogacić preparat (zwłaszcza magnez, stosunkowo dobrze przyswajany przez skórę*!). Jeśli byłby zbyt twardy, to warto go zmielić lub mocniej pokruszyć przed zastosowaniem. Jeśli chodzi o sól, sól kuchenna będzie dość neutralna, natomiast żeby zwiększyć aktywne działanie kosmetyku można zainwestować w sól morską czy himalajską. Pośród różnych ofert na rynku, popularnością cieszą się kosmetyki oparte o sól znad Morza Czarnego. Warto pamiętać, że kupując dany rodzaj cukru czy soli możemy go przechowywać dość długo, przygotowując peeling w miarę naszego zapotrzebowania. Ponieważ nie jest to kosmetyk stosowany na co dzień, sama staram się dobierać jak najlepsze składniki w miarę rozsądnych cenach.
JAKI OLEJ?
Najważniejsza zasada: upewnij się, że zakupujesz olej kosmetyczny, a nie spożywczy. Spożywcze oleje są przetworzone i pozbawione zdrowotnych elementów. Olej użyty do celów kosmetycznych musi być tłoczony na zimno i nierafinowany. Najlepiej nabyć 100% olej, bez żadnych dodatkowych składników.
Wybór oleju czy olejku zależy od efektu, który chcemy osiągnąć. Najbardziej dostępnym olejkiem jest oliwka "dla dzieci". Będzie ona nawilżać skórę, a zarazem jej nie podrażniać. Różne rodzaje olejów mają jednak rozmaite dodatkowe właściwości.
Olej z oliwy (tłoczony na zimno!) ma właściwości nawilżające i ochronne przed promieniami słonecznymi (oczywiście nie chodzi tutaj o zastosowanie zamiast filtrów przeciw opalaniu...). Wspomaga on odbudowie naskórka. Oliwa oznaczona jako "extra vergine/virgin" jest na pewno wytłaczana na zimno. Kosmetyczna oliwa ma jaśniejszy kolor niż spożywcza.
Najbardziej polecanym olejem, ale również najdroższym, jest olej arganowy, produkowany w Maroko z nasion arganii żelaznej, który ma działanie antyoksydacyjne, a więc "odmładzające". Często jest dodawany do różnych kremów i innych kosmetyków, ale przy małej ilości oraz w połączeniu z wieloma substancjami chemicznymi traci swoje dobroczynne działanie(!). Zawiera on kwasy, m.in. z grup omega, takie jak oleinowy, linolowy, palmitynowy, stearynowy oraz α-linolenowy, dzięki którym m.in. skóra wchłania większe ilości witaminy E i lepiej radzi sobie w stanach zapalnych. Jest nawilżający, ale również przeciwbakteryjny - zalecany w leczeniu trądziku oraz pozbywaniu się blizn po nim. Powinien mieć ledwo wyczuwalny zapach. Powinien być przechowywany z dala od światła słonecznego, najlepiej w ciemnym szkle. Warto zwracać uwagę na certyfikaty (np. ECOCERT) oraz cenę (jeśli jest zbyt niska, może to być podróbka).
Olej jojoba, produkowany z simondsji kalifornijskiej i składa się głównie nie z tłuszczu, lecz z estrów kwasów tłuszczowych, dzięki czemu świetnie nadaje się do skóry dojrzałej, gdyż ludzka skóra wraz z wiekiem wytwarza coraz mniej naturalnych estrów, zwiększających naturalną barierę skóry, i można dzięki takiemu olejowi uzupełniać ich poziom. Jojoba ponadto ma właściwości przeciwzapalne i przeciwgrzybiczne, sprzyja walce z trądzikiem oraz z bólami związanymi ze stanami zapalnymi (np. przy przeziębieniach, przewianiu, przeciążeniu etc.). Zawiera witaminy E oraz B, chrom, miedź i cynk. Ma lekko orzechowy zapach i bursztynowy kolor.

Od lewej: olej arganowy (jasnozłoty), olej jojoba (złoty), oliwa z oliwek (wpadająca w zieleń). Różnice w kolorach najczęściej nie mają znaczenia, zwłaszcza w przypadku oliwy z oliwek. Istnieje tak wiele gatunków oliwek, że kolorystyka może być nieomal dowolna (nawet lekko czerwona). Podobnie jest w przypadku olejku arganowego - może wahać się od jasnożółtego do złotego koloru. Zapachy olejów również nie są związane z ich jakością, jednak bardzo intensywny zapach może świadczyć o zepsuciu lub skażeniu olejku.
Olej lniany, wytwarzany z lnu zwyczajnego, jest świetny do zastosowań kosmetycznych i jest produkowany w Polsce, dzięki czemu jego cena będzie niższa niż oleju arganowego czy jojoba. Często jest stosowany do leczniczych masażów skóry. Zawiera m.in. prozdrowotne kwasy omega-3 i 6 - dzięki kwasowi α-linolenowemu jest przeciwzapalny. Zmniejsza podrażnienia i pomaga w walce z trądzikiem, a . Powinien być przechowywany w ciemnej butelce w lodówce. Przy zakupie trzeba się upewnić, że nie kończy się jego termin ważności oraz że nie stał na wystawie, tylko w lodówce właśnie.
Olej kokosowy to jeden z najważniejszych olejków według Ajurwedy, na Wschodzie często nazywany "królem olejów". Zawiera naturalne antyoksydanty oraz witaminę E, dzięki czemu wykazuje właściwości odmładzające. Wykazuje działanie przeciwgrzybicze oraz antybakteryjne, dzięki zawartości witaminy K, która jest świetnie przyswajana przez ludzką skórę. Bardzo pomocny jest w leczeniu łuszczycy. Rozjaśnia cerę i pomaga zregenerować się skórze po poparzeniach słonecznych. Czysty olej kokosowy można stosować nawet do skóry atopowej, zwiększa on ochronną barierę skóry i jest niezwykle łagodny. W czystej formie nadaje się świetnie jako naturalny substytut mleczka do demakijażu, stosowany na waciku. Czasami olej kokosowy jest opisywany jako "virgin", jednak w przeciwieństwie do oliwy z oliwek nie ma unijnych standardów, więc etykietka ta nie zawsze gwarantuje, że wyciśnięto olej bez podgrzewania.
DODATKI
Dodatkiem może być cokolwiek zechcesz - byleby nie powodowało u Ciebie uczulenia ani nie było piekące czy podrażniające. Możesz zastosować zmieloną kawę (nierozpuszczalną), dzięki czemu kofeina nada Twojemu kosmetykowi dodatkowe właściwości antycellulitowe i przyspieszające regenerację. Kawa zagwarantuje również piękny zapach. Nawilżające, ściągające i regenerujące działanie będą miały (częściowo wcześniej namoczone) liście zielonej herbaty (sypanej - im większe są liście po namoczeniu, tym lepszej jakości jest zapewne herbata, więc lepiej unikać zbyt mocno skruszonej).

Jako źródło witaminy C można zastosować liście hibiskusa lub dzikiej róży. Dodatki takie jak przyprawy (np. cynamon) mogą uatrakcyjnić zapach Twojego kosmetyku. W tym celu również można użyć olejków zapachowych kwiatowych, wody różanej etc. Odrobina kurkumy może zwiększyć właściwościa antyseptyczne i wygładzające, ale nie należy dodać jej zbyt dużo, ponieważ będzie barwić skórę na delikatnie pomarańczowy kolor.
W przypadku dodatków pole do eksperymentów jest bardzo szerokie. Niektórzy dodają barwniki po to, aby preparat nabrał bardziej "kosmetycznego" wyglądu, np. błękitny czy fioletowy, jednak dla mnie mija się to z celem - staram się zawsze unikać sztucznych barwników.
TERMIN WAŻNOŚCI - PRZECHOWYWANIE I UŻYWANIE
Kosmetyk należy nakładać zawsze za pomocą np. plastikowej łyżeczki, przeznaczonej tylko do tego. Zanurzanie w nim dłoni może spowodować przedwczesne przeterminowanie. W wersji bez dodatków, powinno się złużyć go w ciągu około miesiąca. Skład rozszerzony o cytrynę lub witaminę E przedłuża ważność do ponad dwóch miesięcy.
Cytryna: wyciśnij do pojemniczka z gotowym scrubem łyżkę soku z cytryny i dokładnie wymieszaj. Dzięki cytrynie kosmetyk nabierze dodatkowych właściwości rozjaśniających. Nacieranie skóry sokiem z cytryny może przyspieszyć "schodzenie" opalenizny.
Witamina E: zakup w aptece witaminę E w kapsułkach lub w płynie. 1 kapsułka powinna wystarczyć na półlitrowy słoik z produktem - należy otworzyć ją i wycisnąć zawartość, a następnie dokładnie wymieszać.
Nie wystawiaj kosmetyku na działanie słońca, ponieważ spowoduje to utracenie dobroczynnych składników olejków. Nie dodawaj do preparatu wody. Woda jest pożywką dla bakterii i przyspieszy przeterminowanie preparatu.
środa, 9 kwietnia 2014
Temida kontra Farmakon - czyli krótka notka o antagonizmie prawdy i fałszu

Temida (Themis) w kulturze starożytnej Grecji była boginią-tytanidą, uosobieniem sprawiedliwości, prawa i wiecznego porządku. Często przedstawiano ją z opaską na oczach - symbolem bezstronności. Sprawiedliwość nie spogląda na boki, tylko reprezentuje prawdę. Z mitologii tej zrodził się archetyp ślepca-mędrca czy też ślepej staruchy, reprezentującej mądrość i doświadczenie, a także jasnowidzenie. Można te postacie odnaleźć wszędzie: w literaturze, filmie, serialach. Oślepiona Cordelia w American Horror Story: Coven utraciła wzrok, aby uzyskać dostęp do prawdy, poprzez wizje i prekognicję (widzenie przyszłości). We współczesnej kulturze tacy bohaterowie najczęściej są przedstawiani jako uciskani, często ginący w imię swoich przekonań lub cierpiący (np. okaleczenie). Zdaje się jednak, że to nic nowego - od czasów skazania Sokratesa, zwalczanie prawdy, próba uciszenia sprawiedliwości jest domeną świata ludzi. Choć ludzie giną, ich historie po jakimś czasie zawsze w końcu zostają ujawnione, jak gdyby potwierdzając wartość wytrwałości i cierpienia towarzyszącego tym zmaganiom.

Walka z nieprawdą to często walka pisma z mową. Prawda bardziej waży słowa i krzyczy tylko wtedy kiedy pogrąża się w czarnej rozpaczy. Nieprawda zakorzeniła się w piśmie, zdolność pisania stała się furtką fałszerstwa, znacznie potężniejszego niż jest możliwe poprzez słowo mówione. Współcześnie media stosują pismo, zwłaszcza poprzez bramy internetu, jako fantastyczne narzędzie manipulacji.
Kłamstwo wielokrotnie powtórzone być może stawało się po jakimś czasie przyjętą "prawdą", lecz kłamstwo zapisane i skopiowane w dwudziestu różnych mediach stało się przerażającym narzędziem. Wszyscy w szkole przerabialiśmy pokrótce historię propagandy, zwłaszcza hitlerowskiej czy stalinowskiej jako najbardziej skrajnych, odrażających przykładów prób zatracenia prawdziwego obrazu dzięki bombardowaniu(!) ludzi fałszywymi informacjami ze wszech stron. Obecnie dużo mówi się w środowiskach młodzieżowych o fałszywej propagandzie dotyczącej szkodliwości zażywania substancji psychoaktywnych, a przecież nie tak dawno ujawniono, że propaganda dotycząca palenia papierosów działała właśnie w ten sposób (przykład na powyższej załączonej ilustracji). Powtórzenie wielokrotnie, że papieros jest zdrowszy od słodkości, że pozwala dbać o zdrową sylwetkę czy jest ostatnim szykiem mody - doprowadziło do śmierci tysięcy ludzi na różne choroby nowotworowe. Powtórzone wielokrotnie kłamstwa ideologiczne doprowadziły do śmierci milionów i nadal doprowadzają, czego przykładem są różne kraje komunistyczne - totalitaryzm wciąż nie wymarł i nie wiadomo, czy kiedykolwiek umrze. Można powiedzieć, że kłamstwo zawsze jest głośniejsze i ma większy zasięg niż prawda, a można je poznać po wielkich literach, prześladujących nas na każdej ulicy, ale też nieustannym uciszaniu głosów przeciwstawnych. Kłamstwo można też zawsze poznać po tym, że jest brutalne i prymitywne w swojej istocie. Przynajmniej takim się objawia w skrajnej formie, w której doprowadza do śmierci niewinnych ludzi.
Teraz chciałabym się podzielić kilkoma cytatami, które podczas studiów wywarły na mnie ogromne wrażenie. Są to mianowicie rozważania Platona oraz komentarze badacza J. Derridy tych rozważań dotyczące, ukazujące zwodnicze oblicze pisma (farmakonu). Wynalazca, Teut, przynosi jako dar dla króla Tamuza pismo, jednak król nie chce temu darowi zaufać. W oryginalnym tekście Platona czytamy następująco (słowa Tamuza do Teuta-wynalazcy):
"Ty jesteś ojcem liter; zatem przez dobre serce dla nich przypisałeś im wartość wprost przeciwną tej, którą one posiadają naprawdę. Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć; zaufa pismu i będzie sobie przypominał wszystko z zewnątrz, ze znaków obcych jego istocie, a nie z własnego wnętrza, z siebie samego. Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie. Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości, a nie mądrość prawdziwą. Posiędą bowiem wielkie oczytanie bez nauki i będzie się im zdawało, że wiele umieją, a po większej części nie będą umieli nic i tylko obcować z nimi będzie trudno; to będą mędrcy z pozoru, a nie ludzie mądrzy naprawdę".
W swoich komentarzach Derrida, w pierwszej kolejności, zwraca uwagę, że w tłumaczeniu tekstu Platona częstokroć dochodzi do spłycenia, ponieważ słowo, jakie użyto na określenie pisma, w języku greckim oznacza również m.in. farmaceutyczne remedium, a także truciznę. W taką to truciznę często na dzień dzisiejszy przemienia się pismo jako narzędzie mediów do wystawiania rozmaitych opinii czy "przedstawiania faktów", nietożsamego jednak z ujawnianiem prawdy. Nawet jeśli przez wieki nauka próbowała wydobyć "uzdrawiającą" moc pisma, zwłaszcza w dobie oświecenia, to jednak pozostaje ono wciąż jedną z najbardziej skutecznych trucizn tego świata. Tak jak lekarstwo, w ręku człowieka złej woli, może stać się zagrożeniem życia.
Pozostawiam Was z Derridą:
"Obiegowe tłumaczenie farmakon przez lekarstwo - dobroczynny środek leczniczy - nie jest oczywiście błędne. Farmakon nie tylko mógł oznaczać lekarstwo i na pewnej płaszczyźnie swego funkcjonowania zacierać dwuznaczność własnego sensu. Lecz jest nawet oczywiste, że skoro jawna intencja Teuta polega na ukazaniu swego wytworu w jak najlepszym świetle, to chociaż obraca on słowo wokół jego dziwnej i niewidocznej osi, prezentuje tylko jeden, najbardziej uspokajający z jego biegunów. Ów lek jest dobroczynny, stwarza i wzmacnia, konsoliduje i zapobiega, utrwala wiedzę i ogranicza zapomnienie. Przekład za pomocą słowa "lekarstwo" zaciera jednak, wskutek wyjścia poza grekę, inny, odłożony na bok biegun słowa farmakon. [...]
Otóż z jednej strony Platon stara się przedstawić pismo jako tajemną, a tym samym podejrzaną siłę. Taką jak malarstwo, z którym później je porówna, i jak iluzja lub techniki mimesis w ogóle. [...]
Z drugiej strony replika króla zakłada, że skuteczność farmakon można odwrócić: może on potęgować zło, zamiast mu zapobiegać. Lub raczej królewska odpowiedź oznacza, że Teut, podstępnie i/lub naiwnie, ujawnił odwrotną stronę prawdziwego skutku pisma. By podkreślić wartość swego wynalazku, Teut odnaturalniłby farmakon, wypowiedział przeciwieństwo tego, do czego zdolne jest pismo. Truciznę podał za lekarstwo. [...]
Gdybyśmy nawet sądzili, że można w ten sposób uratować "racjonalny" biegun i pochwalną intencję, mianowicie ideę dobrego wykorzystania nauki lub sztuki medycznej, mielibyśmy jeszcze wielkie szanse na to, by dać się zwieść językowi. Pismo, zdaniem Platona, nie jest więcej warte jako lekarstwo niż jako trucizna. Jeszcze zanim Tamuz wyda swój nieprzychylny wyrok, lekarstwo niepokoi samo w sobie. Trzeba w istocie wiedzieć, że Platon odnosi się podejrzliwie do farmakon w ogóle, nawet jeśli chodzi o środki lecznicze używane w celach wyłącznie terapeutycznych, nawet jeśli korzysta się z nich w dobrych zamiarach, nawet jeśli są one jako takie skuteczne. Nie ma nieszkodliwego lekarstwa. Farmakon nigdy nie może być po prostu dobroczynny."
Dalej Derrida wykazuje, iż według Platona ów farmakon-środek leczniczy-pismo jest niegodne zaufania z dwóch powodów: po pierwsze ponieważ zawsze przynosi skutki uboczne - niezdolność do usunięcia bólu, po drugie - jest czymś nienaturalnym:
"Na głębszym zaś niż ból poziomie farmaceutyczny specyfik jest zasadniczo szkodliwy, ponieważ jest sztuczny. [...] Farmakon przeciwstawia się naturalnemu życiu: nie tylko życiu niedotkniętemu żadną chorobą, ale nawet życiu choremu, czy raczej życiu choroby. Platon wierzy bowiem w naturalne życie i, jeśli można tak rzec, normalny rozwój choroby. [...] Zakłócając normalny i naturalny rozwój choroby, farmakon jest więc wrogiem żywego jestestwa w ogóle, zarówno zdrowego jak i chorego. Powinniśmy o tym pamiętać, i Platon zachęca nas do tego, kiedy pismo przedstawiane jest jako farmakon. Przeciwne życiu, pismo - czy też, jeśli kto woli, farmakon - powoduje tylko przemieszczenie lub nawet podrażnienie choroby. Logiczny schemat obiekcji króla wobec pisma będzie następujący: pod pretekstem zastąpienia pamięci pismo sprzyja zapominaniu; zamiast powiększać wiedzę, zmniejsza ją. Nie odpowiada potrzebie pamięci, mierzy obok, nie umacnia mneme [pamięć - przyp. luna], lecz tylko hypomnesis [przypomnienie]."
Przywołane cytaty pochodzą z książki J. Derridy, Farmakon, [w:] tegoż, Pismo filozofii, Kraków 1992, s. 39-47.
niedziela, 6 kwietnia 2014
Wegańska potrawka bezglutenowa w stylu tajskim (z tofu)

Ostatnio dużą modą cieszą się potrawy tajskie, najczęściej zawierające mięso. Postanowiłam dokonać pewnego eksperymentu i nakarmić mięsożerców czymś całkowicie wegańskim, ze względu na moje starania odstawienia masowych produktów odzwierzęcych, a także ze względu na akurat wypadający piątek, który potraktowałam dość poważnie i odwołałam się do ogólnie przyjętej tradycji niejedzenia mięsa...
Ostateczny komentarz do potrawy brzmiał: "Nałóż jeszcze trochę tego jasnego, co smakuje jak mięso". Pojawiło się we mnie nowe przekonanie o tym, że smaku mięsa za bardzo już nie pamiętamy, a kojarzymy go z pewną konsystencją oraz określoną grupą przypraw, "smakujących jak mięso". W przypadku mojej potrawki, mięso udało mi się świetnie zastąpić połączeniem tofu z... bobem (jaki to zapomniany element diety! a w dzieciństwie zajadałam się bobem bardzo często na wiosnę...). No ale po kolei!

SKŁADNIKI (dla trzech osób):
porządna garść z opakowania 400g)
odpowiednik)
milk (lub coconut cream)
Cebulę pokroić w kostkę - im drobniej, tym lepiej, a następnie przyrumienić na patelni na oleju sezamowym. Tofu powinno być jak najgęstsze - jeśli masz do wyboru w sklepie kilka rodzajów tofu, weź z mniejszą zawartością wody. Cały blok należy pokroić w średniej wielkości kostki (tak na oko 1,5-2cm). Gdy cebulka jest już gotowa, tofu dorzucamy na patelnię i przypiekamy, żeby utrwalić jego kształt. Jeśli chcecie większego urozmaicenia, można tutaj dodać i przypiec również czerwoną paprykę lub cukinię (koniecznie posiekane na kostki o podobnej wielkości co tofu). W moim przypadku smażenie trwało jakieś 15 minut.
Bazę do sosu tajskiego dodajemy teraz i dokładnie rozprowadzamy. W moim przypadku mały słoiczek wystarczył na całą potrawę. Dla osób preferujących łagodniejszy smak zalecam dodać tylko pół, a drugą połowę mieć w zapasie na sam koniec, jeśli smak okazałby się zbyt kokosowy. Jeśli akurat nie masz dostępu do bazy curry, możesz użyć harissy - ma bardzo podobny aromat. Możliwe jest też stworzenie samemu bazy, bo raz zakupione składniki schodzą dość oszczędnie i mają długą datę ważności. W takiej porządnej bazie najważniejszymi składnikami są: trawa cytrynowa (dokładnie zmielona lub wygotowana), czerwone papryczki chilli (lub pieprz cayenne), galangal (lub imbir), czosnek, zmielona kolendra i kmin rzymski, sos sojowy i/lub rybny czy krewetkowy oraz dodatek cukru (sól jest niepotrzebna, bo zawiera ją sos sojowy/rybny/krewetkowy). Nie będę tutaj wnikać w szczegóły ugotowania samemu takiego sosu, bo w sieci jest dostępna masa przepisów. Sama kupuję najczęściej gotowce, jednak ponieważ tajskie curry najczęściej jest niewegetariańskie, to chętnie stosuję jako zamiennik właśnie libański/tunezyjski harissa. Sos trzeba po prostu rozprowadzić na warzywa i tofu, w miarę równomiernie. Można dodać bobu - zazwyczaj robię to na końcu po to, aby się nie rozpadł od mieszania. (W UK nie udało mi się zdobyć zwykłego bobu, dlatego kupiłam puszkę "bajela" - jest to bliskowschodnia nazwa bobu konserwowego i smakuje dokładnie tak samo.) Patelnię można odstawić na bok na czas przygotowywania makaronu.
Makaron ryżowy stanowi świetną alternatywę dla diety bezglutenowej (jego główne składniki to ryż, kukurydza oraz sago), zwłaszcza że przygotowanie makaronu vermicelli jest znacznie szybsze i prostsze niż tradycyjnego. Wprawdzie poszczególni producenci podają własne instrukcje, ale generalna zasada jest następująca: wkładasz odpowiednią ilość makaronu do jakiejś miski czy garnka i zalewasz go wrzątkiem (można wówczas dosypać szczyptę soli i wymieszać z tym wszystkim, chociaż nie jest to konieczne, bo sos curry jest wystarczająco słony), aby w całości się zanurzył. Można naczynie przykryć czymś z wierzchu i odczekać około 5-10 minut, aby makaron całkowicie zamókł. Następnie należy odlać całą wodę i pokroić makaron na małe cząstki, aby się nie ciągnął w czasie jedzenia. Dla mnie najlepszy jest taki "podziabdziany", aby swobodnie można było jeść danie za pomocą łyżki. Tak przygotowany makaron wrzucamy na naszą patelnię z bobem, tofu, cebulką i sosem. Jeśli się nie mieści, to można wymieszać i rozłożyć na dwa smażenia lub użyć dużego woka.

Ostatni etap to dolanie mleczka kokosowego - coconut milk. Zazwyczaj można je nabyć w puszce. Warto zwrócić uwagę na skład i szukać wersji bez konserwantów. Znalazłam takową w postaci kremu kokosowego (coconut cream) firmy Fortune - zawiera tylko masę kokosową i wodę, żadnych utrwalaczy ani utleniaczy. Krem różni się od mleka tylko tym, że jest bardziej gęsty i warto go najpierw dobrze przemieszać, ponieważ w puszce woda osiada na dnie, a gęsta masa kokosowa grubą warstwą pod samym wieczkiem (po otwarciu przez chwilę miałam wrażenie, że to masło). Kokos dorzucony na patelnię należy dokładnie przemieszać ze wszystkimi składnikami. Wszystko powinno nabrać czerwonego rumieńca, dzięki papryczce chilli zawartej w sosie curry. Mieszać trzeba uważnie, aby nie pozostawić niewymieszanego mleczka kokosowego. Nie radzę od razu zabierać się za mocniejsze przyprawy, ponieważ chilli potrzebuje parę minut, aby się "przegryźć". Oznacza to, że za parę godzin potrawa może być naprawdę pikantna, nawet jeśli tuż po spróbowaniu wydała się bardzo łagodna.
Na koniec posypać liśćmi bazylii lub dodać je do całości i wymieszać, aby aromat przeszedł całą potrawkę. Ponieważ czasami ciężko jest dostać w sklepie osiedlowym świeżą bazylię, gorąco polecam trzymanie rozdzielonych i umytych już listków w zamrażalniku. Sprawdzają się równie dobrze, co świeżo zerwane.
Smacznego!

poniedziałek, 24 lutego 2014
Elfen Lied - pieśń elfów

Bei Nacht im Dorf der Wächter rief: Elfe!
Ein ganz kleines Elfchen im Walde schlief
wohl um die Elfe!
Und meint, es rief ihm aus dem Tal
bei seinem Namen die Nachtigall,
oder Silpelit hätt' ihm gerufen.
Reibt sich der Elf' die Augen aus,
begibt sich vor sein Schneckenhaus
und ist als wie ein trunken Mann,
sein Schläflein war nicht voll getan,
und humpelt also tippe tapp
durch's Haselholz in's Tal hinab,
schlupft an der Mauer hin so dicht,
da sitzt der Glühwurm Licht an Licht.
Was sind das helle Fensterlein?
Da drin wird eine Hochzeit sein:
die Kleinen sitzen bei'm Mahle,
und treiben's in dem Saale.
Da guck' ich wohl ein wenig 'nein!«
Pfui, stößt den Kopf an harten Stein!
Elfe, gelt, du hast genug?
Gukuk!
(Eduard Mörike, Elfenlied)
W nocy w wiosce stróż zawołał: elfie!
Spał maleńki elfik w lesie
dokładnie o jedenastej!
I myśli, że zawołał go z doliny
jego imieniem słowik,
lub Silpelit wezwał go.
Więc przeciera swe oczy elf,
wychodzi ze swojej ślimaczej skorupy
i jest jak pijany,
jego drzemka nie została dokończona;
a on kuśtyka w dół, człap człap
przez leszczynowe drzewa dalej ku dolinie,
przemyka się przez ten zbity mur,
a tam błędny ognik - światło na świetle.
"Cóż to są te jasne okna?
Tam wesele wewnątrz trwa;
mali ludzie siedzą na uczcie,
i kręcą się na salonach.
Toż nie zaszkodzi, gdy trochę zerknę, oj nie!"
Oj, uderza głową o twardy głaz!
Elfie, znaczy się, masz już dość?
Ku-ku, ku-ku!
(tłum. Klaudyna Kopała)
Elfed Lied to tytuł mangi (2002-2005) oraz jej adaptacji anime (2004), powstającej jeszcze zanim seria komiksowa została ukończona (stąd różnice w zakończeniach). To interesujący serial, opowiadający losy dicloniusów, istot o nie w pełni wyjaśnionej proweniencji, w połowie ludzkich, w połowie zupełnie obcych. Diclonius wygląda jak człowiek, jednak posiada na głowie dziwne znamiona w kształcie rogów (u postaci kobiecych przypominające zresztą bardziej kocie uszy) oraz obdarzony niezwykłą wytrzymałością i siłą, ze względu na niewidzialne "wektory" - niezniszczalne potężne "ręce", sterowane siłą woli. Według służb wojskowych, diclonius to dalsze stadium rozwoju człowieka, które będzie miało wyniszczyć rodzaj ludzki. I faktycznie - gdy w wieku lat trzech dicloniusy zaczynają panować nad swoimi "wektorami", wykorzystują je najczęściej do dekapitacji mniej lub bardziej przypadkowych osób. Wkrótce widzowi zostaje nakreślone więcej szczegółów: istnieją "królowe" dicloniusów, które mają zdolność rozrodczą, a ponadto poprzez dotknięcie człowieka swoimi wektorami, zarażają go wirusem, dzięki któremu potomstwo ofiary również jest dicloniusami, jednak niezdolnymi do rozrodu - zwanymi "silpelitami".
Główną bohaterką serialu jest diclonius Lucy, która ma drugą osobowość, powstałą na skutek urazu głowy - Nyu, uosobienie niewinności i dobroci. Choć na początku ukazana jest ona w scenie gore, gdy opuszcza tajemnicze laboratorium, zabijając każdego, kto stanie jej na drodze, to wkrótce właśnie przybiera formę Nyu, aby trafić do domu Kouty i Yuki. Są oni kuzynami, jednak Yuka żywi do Kouty romantyczną i przepełnioną zazdrością miłość. Gdy na pobliskiej plaży spotykają nagą, samotną Nyu, która nie potrafi wymówić żadnego słowa, a z której głowy sterczą dziwaczne "rogi", postanawiają się nią zaopiekować i przygarnąć do domu. Sytuacja od początku staje się niepokojąca, gdyż dziewczyny poszukuje policja w całym mieście. Kolejną ważną postacią jest Mayu, skrzywdzona dziewczynka, która uciekła z domu - a którą wkrótce Kouta i Yuka decydują się adoptować. Wkrótce przyjdzie poznać kolejne dwa dicloniusy: Nanę (która nigdy nie zapragnęła rozlewu krwi) oraz Mariko (która jest silpelitem trzeciego pokolenia, niezwykle silnym).
Nie ma wątpliwości, że cała seria ocieka flakami i ostrymi scenami gore, gdzie głowy i ręce ofiar dicloniusów fruwają pod sufitem, a małe dziewczynki mają nieraz twarze umazane odpryskami krwi. Z powodu tej brutalności serial otrzymał dość ambiwalentne oceny, w których jednak interesująca linia fabularna potrafiła przekonać większość krytyków. Do tego dochodzą silne elementy ecchi (jap. frywolne) - od braku poczucia wstydu odsłoniętego ciała u dicloniusów, poprzez niewinną nagość 18-letniej Nyu i jej zabawy z Yuką czy wspólne kąpiele dziewcząt w tradycyjnej łaźni, aż po klasyczne sceny Nyu pochylającej się przy sprzątaniu. W japońskiej koncepcji manga/anime niewątpliwie część fabuły została zaplanowana pod kątem męskiego grona odbiorców, co zresztą potwierdza centralna postać Kouty, rozdartego pomiędzy dwoma kobietami.
Czy dicloniusy to urodzeni mordercy? Według fabuły ukazanej w serialu nie do końca. Ich żądza krwi wynika z odrzucenia i zranionych uczuć. Są to wyklęci przez ludzi "inni", odmieńcy, upokarzani przez rówieśników lub więzieni od urodzenia z dala od swoich rodziców. Wprawdzie wśród rozmów między bohaterami serialu pada ostrzeżenie, że dicloniusy są skłonne zabić własnych rodziców, jednak na przykładzie fabuły samego serialu nie można tego potwierdzić (odnalezienie ojca jest kluczowe nawet w historii przerażającej Mariko).
Postaci w serialu są dynamiczne - pojawia się duża ilość elementów biograficznych, mających nakreślić linię zmian ich charakterów i motywacji. Jednak najważniejsze pozostają przemyślenia filozoficzne na temat człowieczeństwa i jego granic. Odrzucenie i nienawiść są mechanizmami wywołującymi destrukcję, zaś otwartość i miłość potrafią powstrzymać najgorszą zbrodnię. Dicloniusy od dzieciństwa są bardziej inteligentne, bardziej wrażliwe, a tajemniczy instynkt podpowiada im, że ludzie nie są godni ich zaufania. Widać to szczególnie w historii Lucy, która pragnęła przyjaźni, ale ze względu na swoją dziwność została skrzywdzona (m.in. scena, gdy rówieśnicy w domu dziecka zabijają na jej oczach szczeniaka). Dzięki rozdwojeniu jaźni, jej pozytywne cechy mogły przetrwać i ujawnić się w dorosłym życiu - jako Nyu.
Tytuł tej serii jest zaczerpnięty z twórczości Eduarda Mörike, poety niemieckiego doby romantyzmu - mianowicie wiersza Elfenlied powstałego w 1837 roku (publikacja 1938), do którego wkrótce Hugo Wolf skomponował melodię. Wiersz opowiada o elfie, który zostaje zbudzony ze snu tajemniczym wołaniem o 11 w nocy (tutaj warto zwrócić uwagę na grę słów w języku niemieckim: Elf jako stworzenie mitologiczne czy baśniowe, ale także elf jako jedenaście). Wychodzi on ze swojego domku (skorupy ślimaczej) i podąża przez las w stronę światła, które ostatecznie okazuje się tylko złudzeniem. Przez chwilę widzi on piękną, powabną ucztę, jednak gdy sen (lub czar?) pryska, okienko staje się głazem (domyślamy się, iż na powrót - że od początku była to iluzja). Ostatni wers wiersza to rozlegający się śpiew kukułki, symbolizującej być może iluzję czy podstęp, a może po prostu przebudzenie się. Elf, który biegł w amoku, zbudzony w środku nocy, miał być "jak pijany" - zdawało mu się, że jego imię wykrzyknął słowik lub Silpelit (zresztą, "stróż", który pojawia się w pierwszym wersie, również może być tylko złudzeniem elfa). Tajemnicza postać o imieniu Silpelit pochodzić ma z opery Mörike, zatytułowanej Eduard auf dem Seil. Niestety póki co nie udało mi się ustalić, kim dokładnie był Silpelit. Być może autorka mangi, Lynn Okamoto, również nie sięgała tak daleko do źródeł i wykorzystała to słowo bez badania jego korzeni, niemniej mogłoby to rzucić ciekawy kontekst na możliwości interpretacyjne postaci silpelitów w japońskich seriach.
Pieśń Elfenlied w akompaniamencie fortepianu:
Ciekawy jest również opening serialu, w którym pojawia się wykonanie fragmentu Dawidowego Psalmu z Wulgaty (łacińskie tłumaczenie Biblii):
| 30 os iusti meditabitur sapientiam et lingua eius loquetur iudicium 31 lex Dei eius in corde ipsius et non subplantabuntur gressus eius 32 considerat peccator iustum et quaerit mortificare eum 33 Dominus autem non derelinquet eum in manus eius nec damnabit eum cum iudicabitur illi 34 expecta Dominum et custodi viam eius et exaltabit te ut hereditate capias terram cum perierint peccatores videbis 35 vidi impium superexaltatum et elevatum sicut cedros Libani 36 et transivi et ecce non erat et quaesivi eum et non est inventus locus eius 37 custodi innocentiam et vide aequitatem quoniam sunt reliquiae homini pacifico 38 iniusti autem disperibunt simul reliquiae impiorum peribunt 39 salus autem iustorum a Domino et protector eorum in tempore tribulationis 40 et adiuvabit eos Dominus et liberabit eos et eruet eos a peccatoribus et salvabit eos quia speraverunt in eo (Wulgata, Psalm 36; jak widać miał on wówczas przypisany inny numer niż obecnie) | 30 Usta sprawiedliwego głoszą mądrość i język jego mówi to, co słuszne. 31 Prawo jego Boga jest w jego sercu, a jego kroki się nie zachwieją. 32 Występny czatuje na sprawiedliwego i usiłuje go zabić, 33 lecz Pan nie zostawia go w jego ręku i nie pozwala skazać, gdy stanie przed sądem. 34 Miej nadzieję w Panu i strzeż Jego drogi, a On cię wyniesie, abyś posiadł ziemię; zobaczysz zagładę występnych. 35 Widziałem, jak występny się pysznił i rozpierał się jak cedr zielony. 36 Przeszedłem obok, a już go nie było; szukałem go, lecz nie można było go znaleźć. 37 Strzeż uczciwości, przypatruj się prawości, bo w końcu osiągnie [ten] człowiek pomyślność. 38 Wszyscy zaś grzesznicy będą wyniszczeni, potomstwo występnych wyginie. 39 Zbawienie sprawiedliwych pochodzi od Pana; On ich ucieczką w czasie utrapienia. 40 Pan ich wspomaga, wyzwala; wyzwala ich od występnych i zachowuje, do Niego bowiem się uciekają. (Biblia Tysiąclecia, Ps 37, 30-40) |
W oryginalnej czołówce zresztą psalm połączony został z rysunkami nawiązującymi do twórczości Gustava Klimta, zwłaszcza słynnego Pocałunku:
Na koniec jeszcze jako ciekawostka - oficjalna strona serialu w języku japońskim (na tyle przejrzysta, że można obejrzeć sporo ciekawych galerii bez znajomości tego języka): vap.co.jp/elfenlied/
niedziela, 5 stycznia 2014
Kumkwaty - złote mini-pomarańcze
Pomimo ogólnoprzyjętej nazwy chińskiej, kumkwat to roślina autochtoniczna dla rozleglejszych terenów Azji południowej oraz całego obszaru azjatycko-pacyficznego. Najwcześniejsze wzmianki historyczne o kumkwacie w chińskiej literaturze sięgają XII wieku. Od wieków kumkwaty uprawiano również w Indiach, Japonii, na Tajwanie i Filipinach oraz innych krajach Azji południowo-wschodniej. Owoc nosi inne, podobne do siebie nazwy: gān jú (język mandaryński), kim quất (wietnamski), somchíd (tajski), geumgyul (koreański), kinkan (japoński) czy też muntala (nepalski).
Do Europy kumkwat sprowadził szkocki badacz Robert Fortune w 1846 roku, członek i kolekcjoner z Towarzystwa Ogrodniczego w Londynie (London Horticultural Society), wkrótce po tym kumkwat trafił również do Północnej Ameryki. Roślina ta należy do rodziny rutowców. Kumkwat to najmniejszy cytrus świata, a zarazem jedyny, który jest spożywany wraz ze skórką. Kalorycznie odpowiada on winogronom - jest dobrym urozmaiceniem dla osób stosujących diety. Zarazem zawiera wysokie dawki witaminy C, tak jak pomarańcze, a także wiele ważnych składników odżywczych.
Kumkwaty można do 2 dni przechowywać w temperaturze pokojowej. Lepiej jednak trzymać je w papierowej torebce w lodówce. Ich cena rynkowa wynosi około 50zł za kilogram (w UK: ok. £10.00/kg).
Kumkwaty, jak wspomniałam, spożywa się razem ze skórką. Wewnątrz owoc jest kwaśny, zaś skórka nadaje mu słodkiego aromatu. To w skórce znajduje się wiele zdrowotnych olejków eterycznych, błonnika oraz antyoksydantów. Z tego powodu ważne jest dokładne opłukanie surowych owoców przed spożyciem. Kumkwaty często są stosowane do sałatek w formie surowej czy kandyzowanej. W Azji bardzo popularne są takie przetwory jak dżem, sok czy galaretka, a także wykorzystywane przy marynowaniu mięs i owoców morza. Surowy stanowi wspaniałą przekąskę - zwłaszcza, jeśli przegryza się go w całości. Trzeba jednak uważać na niewielkie pestki (podobne do tych w mandarynkach)!
| WŁAŚCIWOŚCI ODŻYWCZE I ZDROWOTNE KUMKWATU W 100G OWOCÓW Źródło: USDA National Nutrient data base (2004) tłum.KK | ||
| Składnik | Wartość odżywcza | Zalecane dzienne spożycie |
| Energia | 71 Kcal | 3.5% |
| Węglowodany | 15.90 g | 12% |
| Białko | 1.88 g | 3% |
| Tłuszcze | 0.86 g | 4% |
| Cholesterol | 0 mg | 0% |
| Błonnik | 6.5 g | 17% |
| WITAMINY | ||
| Kwas foliowy | 17 µg | 4% |
| Witamina B3 (PP) | 0.429 mg | 2.5% |
| Kwas pantotenowy | 0.208 mg | 4% |
| Pirydoksyna (witamina B6) | 0.036 mg | 3% |
| Ryboflawina (witamina B2) | 0.090 mg | 7% |
| Tiamina (witamina B1) | 0.037 mg | 3% |
| Vitamin A | 290 IU | 10% |
| Witamina C | 43.9 mg | 73% |
| Vitamin E | 0.15 mg | 1% |
| Witamina K | 0 µg | 0% |
| ELEKTROLITY | ||
| Sód | 10 mg | 0.5% |
| Potas | 186 mg | 4% |
| MINERAŁY | ||
| Wapno | 62 mg | 6% |
| Miedź | 0.095 mg | 10% |
| Żelazo | 0.86 mg | 11% |
| Magnez | 20 mg | 5% |
| Mangan | 0.135 mg | 6% |
| Selen | 0.0 mcg | 0% |
| Cynk | 0.17 mg | 1% |
| FITOSKŁADNIKI | ||
| β-Karoten | 0 µg | -- |
| α-karoten | 155 µg | -- |
| ß-kryptoksantyna | 193 µg | -- |
| Luteina i zeaksantyna | 129 µg | -- |
Błonnik, jaki spożywamy w kumkwacie, składa się z mieszaniny garbników, pektyny, hemicelulozy oraz innych polisacharydów nieskrobiowych.
Olejki eteryczne, jakie znajdziemy w tym owocu, to: limonen, pinen, α-bergamoten (olejek bergamotowy), kariofilen (olejek goździkowy), α-humulen oraz α-muurolen.
Stwierdzono co najmniej kilka zdrowotnych właściwości kumkwatu. Ze względu na wysoki poziom witaminy C, spożywanie tego owocu wzmacnia system odpornościowy organizmu, wspomaga zwalczanie chorób układu oddechowego i działa pozytywnie na kondycję naszej skóry. Witamina C sprzyja także oczyszczaniu nerek (a więc zmniejszeniu ryzyka powstawania kamieni) oraz skuteczniejszemu gojeniu ran. Olejki eteryczne wpływają na usuwanie kamieni żółciowych, łagodzenie objawów zgagi, a także hamowaniu komórek nowotworowych. Żelazo i miedź - występujące w kumkwacie - są głównymi składnikami potrzebnymi do produkcji czerwonych krwinek. Potas wpływa na regulację ciśnienia krwi, zaś dzięki błonnikowi kumkwat ma właściwości łagodzące dla układu trawiennego, zwłaszcza jelit.
Czasopismo "International Journal of Molecular Sciences" wykazało, iż kumkwat ma działanie przeciwdrobnoustrojowe oraz przeciwbakteryjne. Zgodnie z artykułem w "Food Chemistry" (2012), kumkwat hamuje rozwój komórek rakowych przy nowotworze prostaty. Koreańscy naukowcy udowodnili podczas badań w 2010 roku, że przeciwzapalne i antybakteryjne właściwości tego owocu wspierają zwalczanie patogenów skóry, stąd ważnym zastosowaniem rośliny może być przyrządzanie okładów do stosowania zewnętrznego. W "Plant Foods for Human Nutrition" (2009) poświęcono artykuł badaniom nad kumkwatem, przeprowadzanym w Grecji, gdzie udowodniowo wysokie stężenie antyoksydantów oraz bioaktywnych fenoli, znanych jako substancje przeciwnowotworowe oraz ochronne dla struktury ludzkiej skóry. Obecnie trwają badania nad wpływem kumkwatu jako elementu diety przy obniżaniu poziomu cholesterolu.
Smacznego!




