Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowa żywność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowa żywność. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2015

Granat - super-owoc witalności

Granat superowoc zycieswiadome.blogspot.com
Jeden ze słynnych cytatów Hipokratesa brzmi: "Niechaj pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem". Granat to właśnie pożywienie-lekarstwo. O jego dobroczynnym działaniu wciąż dowiaduje się "współczesna nauka", a od kilku lat niespodziewanie lekarze opiewają jego właściwości. Nie jest to jednak żadne odkrycie. Hipokrates też zalecał go swoim pacjentom na te same schorzenia, co dzisiejsi dietetycy.

Granat wywodzi się z Mezopotamii, stał się kulturowym symbolem basenu Morza Śródziemnego. Jest powszechnie stosowany w medycynie naturalnej. Medycyna współczesna czy też naukowa wciąż zgłębia mechanizmy działania tego składnika diety człowieka.

Skład biochemiczny surowego owocu granatu czyni go tzw. Super-Owocem (ang. super fruit) - bombą energetyczną i witaminową dla naszego organizmu. Granat jako stały element diety wzmacnia odporność naszego organizmu i wspiera naturalną równowagę.

To owoc Afrodyty - bogini miłości. Już Hipokrates podawał go swoim pacjentom, aby leczyć bezpłodność i łagodzić objawy przekwitania - co współczesna nauka potwierdza, wskazując na wysoką zawartość fitoestrogenów (a konkretniej folikuliny) w tym owocu. Granat zawiera również kwas punikowy - czyli tzw. kwas Omega-5 oraz inne pokrewne składniki, które wykazały działanie antynowotworowe oraz wspierające leczenie nowotworów piersi, prostaty, jelit oraz płuc, a także  regulujące męskie hormony płciowe oraz wspomagające wytwarzanie insuliny przez organizm. Spożywanie granatu wiąże się ze wzrostem energii, zwiększonym libido i pobudzeniem zmysłowym (m.in. większą wrażliwością skóry). Kwas punikowy to również składnik czyniący granat owocem młodości. Zażywanie go regeneruje starzejące się komórki, a wraz z kwasem elagowym wpływa na elastyczność skóry, dzięki czemu hamuje proces powstawania zmarszczek, a nawet demencję powstającą w wyniku choroby Alzheimera.

Słodki granat Sweet Pomegranate


Kobiety w ciąży dzięki spożywaniu granatu chronią swoje dziecko przed niedotlenieniem mózgu (przeprowadzano w tej kwestii serie eksperymentów na ciężarnych myszach i działanie soku z granatu okazało się wysoce ochronne).

Poza tym, sok z surowego owocu granatu zmniejsza ryzyko zawału serca i poprawia wydajność serca. Wypicie 60ml dziennie obniży ciśnienie krwi. Ma również właściwości przeciwzapalne i przeciwwirusowe dzięki taninom (elagotaninom, a dokładniej granatynie A i granatynie B), czym może wspomóc leczenie przeziębienia i grypy. Spożywanie granatu zwiększa wytwarzanie naturalnych enzymów trawiennych, dzięki którym organizm łatwiej się regeneruje i zwalcza takie dolegliwości jak hemoroidy, nudności czy biegunkę. Zaleca się go anemikom, gdyż zawiera dobrze przyswajalne żelazo (żelazo bowiem jest przyswajalne lepiej, kiedy łączy się je z witaminą C, a tej jest w granacie od groma!).

Ze względu na bogaty skład granatu, prowadzone są liczne badania naukowe nad wielorakimi skutkami spożywania tego owocu. Dowiedziono nawet, że spożywanie go zmniejsza ryzyko próchnicy (ze względu na działanie bakteriobójcze). Więcej można przeczytać m.in. tutaj.

Ciemnoczerwony owoc granatu


GATUNKI
Tak, jak w przypadku wielu owoców, granat również występuje w kilku odmianach. Można przyjrzeć się kolorowi skórki i miąższu oraz kształtowi samego owocu, aby ustalić, z jaką odmianą mamy do czynienia.
Na fotografiach dołączonym do niniejszego tekstu widać dwie różne odmiany: większy owoc o ciemnej skórce i ciemnym miąższu - był znacznie bardziej kwaśny i robił wrażenie "dojrzałego" w smaku - prawdopodobnie jest to odmiana Sharp Velvet, chociaż to tylko zgadywanie. Po przekrojeniu tego granatu, sok się z niego wylewał i barwił deskę do krojenia na intensywnie rubinowy kolor. Drugi - mniejszy owoc, blady zarówno z zewnątrz, jak i w środku - był bardzo słodki (dla mnie zbyt słodki), mniej soczysty, a przy tym wszystkim mniej intensywny w smaku. Być może była to odmiana Sweet Pomegranate - słodka, którą można hodować nawet w chłodniejszym, europejskim klimacie.

ILE GRANATÓW ZJEŚĆ, ŻEBY POCZUĆ DOBROCZYNNE SKUTKI?

Zjedzenie wielu granatów naraz prawdopodobnie zadziała co najwyżej jako efekt placebo... Najlepiej zaopatrzyć się w owoc granatu (np. jeden, może dwa), obrać go i podzielić na kilka porcji, aby przyjmować conieco każdego dnia lub co drugi dzień. Spożywanie granatu regularnie raz w tygodniu czy raz na dwa tygodnie również będzie miało dobroczynne skutki dla naszego zdrowia. Organizm ludzki (zresztą tyczy się to każdej formy życia) świetnie reaguje na różnorodność.

Istnieją zalecenia medyczne co do jedzenia granatu na konkretne schorzenia:
- podczas leczenia raka prostaty należy wypić dziennie 240ml soku z granatu (surowego),
- na obniżenie cholesterolu - 40g dziennie,
- przeciwko miażdżycy - 50ml soku dziennie
(zobacz źródło tych danych).

Różne gatunki granatu - superowoc zycieswiadome.blogspot.com


ŹRÓDŁO WITAMIN I MIKROELEMENTÓW
W jednym owocu granatu znajdują się ogromne ilości witamin i pierwiastków - witaminy K (prawie 60% dziennego zapotrzebowania organizmu człowieka), witaminy C (prawie 50%), kwasu foliowego (około 30%), miedzi (22%), manganu (17%), potasu (20%), fosforu (10%), żelaza (5%), witamin z grupy B (wartości powyżej 10%). Zawiera on również kwasy Omega-6.

CZEGO NIE ZAWIERAJĄ
Niektóre strony podają, że granat zawiera witaminę A, jednak badania laboratoryjne są sprzeczne, m.in. dane USDA (Departament Rolnictwa USA) wykazują brak tej witaminy w owocu granatu (słownie: zero, nie ma...). Przydałby się własny mikroskop, aby to potwierdzić...

Z CZYM NIE ŁĄCZYĆ
Spożywanie dużej ilości soku (powyżej 230 mililitrów, a więc około jednej szklanki) z granatu lub świeżych owoców granatu może kolidować z działaniem leków leczących wysokie ciśnienie, rozrzedzających krew oraz zmniejszających poziom cholesterolu. Zawiera naturalny cukier, więc osoby z cukrzycą powinny ostrożnie przemyśleć, czy oraz ile takiego owocu mogą spożyć. Ze względu na fitoestrogeny, może wywoływać efekt zwiększonego poziomu estrogenów we krwi - co może być niepożądane u osób z zaburzeniami hormonalnymi. To, że sok z granatu ma właściwości wspierające np. zwalczanie biegunki, to nie znaczy, że należy pić duże ilości tego soku, kiedy się cierpi na tą dolegliwość. Zaryzykowałabym co najwyżej bardzo małe dawki... eksperymentanie...

DZIECI
Kobieta w ciąży powinna zażywać granat, ale już samodzielnie istniejące dziecko - niekoniecznie. Do pewnego wieku spożywanie owoców przez dziecko może powodować niestrawności. Więc jeśli dziecko nie żywi się na co dzień różnymi innymi owocami, to granatu też nie należy mu podawać...

sobota, 1 listopada 2014

Przepis: Karkówka z jelenia w sosie własnym - pieczony i duszony


To był mój pierwszy eksperyment z dziczyzną. Podeszłam do niego z niepewnością, obawiałam się, że mięso będzie za twarde, tak jak czasem bywa z nieumiejętnie przyrządzoną wołowiną. Poza tym dodatkowym utrudnieniem w przygotowaniu jest fakt, że nie jem mięsa. Okazało się jednak, że wcale nie trzeba próbować potrawy, jeśli tylko robi się ją z wyczuciem. Cały mój przepis bazuje na tym, co przeczytałam w internecie, jeśli chodzi o rozmaite wskazówki, jednak skład był "na oko", ponieważ w kuchni bardzo rzadko kieruję się ścisłymi przepisami. Poza tym dobór przypraw był bardzo "mój" - uwielbiam ostre i afrodyzyjne smaki. W pewnym momencie nawet wahałam się nad bardziej egzotycznym urozmaiceniem w formie imbiru - może następnym razem go użyję. Zamysł całościowy był taki, aby połączyć korzenne aromaty ziela angielskiego, kolendry, goździków i lubczyka z ostrością czosnku oraz octu i wydobyć z mięsa smak "dziczyzny", tak jak go sobie wyobrażałam podczas czytania staropolskich lektur. Wygląda na to, że się udało.


CZEGO POTRZEBA - W SKRÓCIE:

  • mięso jelenia - użyłam około 30 dkg "na spróbowanie"
  • bejca - do bejcowania mięsa przez 3 dni (w lodówce)
  • odrobina mąki - do zagęszczenia sosu pod koniec duszenia/pieczenia
BEJCA (marynata stosowana, aby mięso zmiękło i skruszało):
  • wódka - 200-250ml (użyłam białego Krupnika)
  • ocet balsamiczny - 1 łyżka stołowa
  • ocet jabłkowy surowy - 2-3 łyżki stołowe
  • woda (kranówka albo mineralna) - na dolewkę, aby mięso w bejcy było w pełni zanurzone (dzięki temu się nie zepsuje; wody nie może być dużo - maksymalne proporcje to 1 porcja wody na 2 porcje wódki+octów, więc przy większej ilości mięsa trzeba sobie zwiększyć proporcje wódki i octu, aby wody było stosunkowo mało; ja dolałam na oko pół szklanki wody)
  • czosnek - 2 ząbki pokrojone w cienkie plasterki
  • lubczyk suszony - 1 łyżka stołowa
  • tymianek - 1 płaska łyżeczka
  • goździki całe - 3 nasiona
  • ziarna kolendry - 10 ziarenek
  • liść laurowy - 3 listki
  • ziele angielskie - 5 kulek
  • pieprz mielony - według uznania, np. 1 płaska łyżeczka
  • sól (morska) - szczypta
Jak najbardziej ocet można zastąpić winem - czerwonym np. typu Shiraz lub coś podobnego. Z wódki lepiej nie rezygnować - mięso powinno leżeć w lodówce aż 3 dni... Gdybym miała owoc jałowca, to dodałabym go kilka kulek i wówczas nasypała odpowiednio mniej kolendry. Idąc na łatwiznę, można by się posłużyć mieszanką ziół prowansalskich, ale w ten sposób odbieramy sobie całą zabawę.

Bejcę przed zalaniem mięsa można podgrzać (nie gotować, aby nie wytracić alkoholu) i ostudzić. Ja po prostu użyłam ciepłej wody z kranu i poczekałam chwilę, aby nieco ostygła. Przyprawy i tak bardzo intensywnie się przejadły.

Mięso zalane bejcą - nie może z niej wystawać - wstawiamy do lodówki na 3 dni. Nie byłam pewna, czy to bezpieczne, ale okazało się, że tak. Zresztą tak podają wszystkie przepisy na karkówkę z jelenia - to dość twarde mięso.

Przed pieczeniem bejcę wylewamy, nie będzie już potrzebna.

PIECZENIE / DUSZENIE

Zgodnie z przepisem karczek jelenia należy piec lub dusić pod przykryciem przez 3 godziny, podlane wodą i masłem. W moim przypadku jednak przez godzinę piekłam w naczyniu żaroodpornym (temperatura 200 stopni Celsjusza) na samym maśle. Z mięsa wówczas wytopiło się sporo wody, która z czasem wyparowała. Mięso się dobrze przypiekło, ale dzięki dodawaniu masła, nie wyschło. Następnie przełożyłam je do rondelka i gotowałam na małym ogniu przez kolejne 2 godziny, podlane szklanką wody, pod przykryciem. W miarę jak wody ubywało, uzupełniałam jej braki. Pod koniec do takiego "sosu własnego" dodajemy około 1 czubatą łyżkę stołową mąki i mieszamy, aby nie zrobiły się grudki. Można użyć mąki pszennej albo kukurydzianej.

EFEKT KOŃCOWY

Sos sprószyłam na talerzu posiekanym świeżym liściem szałwi. Według mojego mięsożernego testera, można było wyczuć aromat każdej przyprawy. Poza tym, karczek wyszedł bardzo delikatny i kruchy, więc bejca sprawdziła się świetnie. Po przekrojeniu mięso było w środku różowiutkie i wyglądało apetycznie, jednak osobiście się o tym nie przekonam. :-P

niedziela, 6 kwietnia 2014

Wegańska potrawka bezglutenowa w stylu tajskim (z tofu)

Ostatnio dużą modą cieszą się potrawy tajskie, najczęściej zawierające mięso. Postanowiłam dokonać pewnego eksperymentu i nakarmić mięsożerców czymś całkowicie wegańskim, ze względu na moje starania odstawienia masowych produktów odzwierzęcych, a także ze względu na akurat wypadający piątek, który potraktowałam dość poważnie i odwołałam się do ogólnie przyjętej tradycji niejedzenia mięsa...

Ostateczny komentarz do potrawy brzmiał: "Nałóż jeszcze trochę tego jasnego, co smakuje jak mięso". Pojawiło się we mnie nowe przekonanie o tym, że smaku mięsa za bardzo już nie pamiętamy, a kojarzymy go z pewną konsystencją oraz określoną grupą przypraw, "smakujących jak mięso". W przypadku mojej potrawki, mięso udało mi się świetnie zastąpić połączeniem tofu z... bobem (jaki to zapomniany element diety! a w dzieciństwie zajadałam się bobem bardzo często na wiosnę...). No ale po kolei!


SKŁADNIKI (dla trzech osób):

  • dwie duże szalotki (lub zwyczajne cebule)
  • około 400g tofu
  • około 400g bobu (konserwowy lub gotowany)
  • makaron ryżowy typu vermicelli (jedna
    porządna garść z opakowania 400g)
  • baza do czerwonego tajskiego curry (lub jakiś
    odpowiednik)
  • puszka 400ml mleczka kokosowego, czyli coconut
    milk (lub coconut cream)
  • garść orzeszków piniowych (lub innych miękkich)
  • garść świeżych liści bazyli
  • olej sezamowy (lub oliwa)
  • opcjonalnie: 1 czerwona papryka lub pół cukini



  • Cebulę pokroić w kostkę - im drobniej, tym lepiej, a następnie przyrumienić na patelni na oleju sezamowym. Tofu powinno być jak najgęstsze - jeśli masz do wyboru w sklepie kilka rodzajów tofu, weź z mniejszą zawartością wody. Cały blok należy pokroić w średniej wielkości kostki (tak na oko 1,5-2cm). Gdy cebulka jest już gotowa, tofu dorzucamy na patelnię i przypiekamy, żeby utrwalić jego kształt. Jeśli chcecie większego urozmaicenia, można tutaj dodać i przypiec również czerwoną paprykę lub cukinię (koniecznie posiekane na kostki o podobnej wielkości co tofu). W moim przypadku smażenie trwało jakieś 15 minut.

    Bazę do sosu tajskiego dodajemy teraz i dokładnie rozprowadzamy. W moim przypadku mały słoiczek wystarczył na całą potrawę. Dla osób preferujących łagodniejszy smak zalecam dodać tylko pół, a drugą połowę mieć w zapasie na sam koniec, jeśli smak okazałby się zbyt kokosowy. Jeśli akurat nie masz dostępu do bazy curry, możesz użyć harissy - ma bardzo podobny aromat. Możliwe jest też stworzenie samemu bazy, bo raz zakupione składniki schodzą dość oszczędnie i mają długą datę ważności. W takiej porządnej bazie najważniejszymi składnikami są: trawa cytrynowa (dokładnie zmielona lub wygotowana), czerwone papryczki chilli (lub pieprz cayenne), galangal (lub imbir), czosnek, zmielona kolendra i kmin rzymski, sos sojowy i/lub rybny czy krewetkowy oraz dodatek cukru (sól jest niepotrzebna, bo zawiera ją sos sojowy/rybny/krewetkowy). Nie będę tutaj wnikać w szczegóły ugotowania samemu takiego sosu, bo w sieci jest dostępna masa przepisów. Sama kupuję najczęściej gotowce, jednak ponieważ tajskie curry najczęściej jest niewegetariańskie, to chętnie stosuję jako zamiennik właśnie libański/tunezyjski harissa. Sos trzeba po prostu rozprowadzić na warzywa i tofu, w miarę równomiernie. Można dodać bobu - zazwyczaj robię to na końcu po to, aby się nie rozpadł od mieszania. (W UK nie udało mi się zdobyć zwykłego bobu, dlatego kupiłam puszkę "bajela" - jest to bliskowschodnia nazwa bobu konserwowego i smakuje dokładnie tak samo.) Patelnię można odstawić na bok na czas przygotowywania makaronu.

    Makaron ryżowy stanowi świetną alternatywę dla diety bezglutenowej (jego główne składniki to ryż, kukurydza oraz sago), zwłaszcza że przygotowanie makaronu vermicelli jest znacznie szybsze i prostsze niż tradycyjnego. Wprawdzie poszczególni producenci podają własne instrukcje, ale generalna zasada jest następująca: wkładasz odpowiednią ilość makaronu do jakiejś miski czy garnka i zalewasz go wrzątkiem (można wówczas dosypać szczyptę soli i wymieszać z tym wszystkim, chociaż nie jest to konieczne, bo sos curry jest wystarczająco słony), aby w całości się zanurzył. Można naczynie przykryć czymś z wierzchu i odczekać około 5-10 minut, aby makaron całkowicie zamókł. Następnie należy odlać całą wodę i pokroić makaron na małe cząstki, aby się nie ciągnął w czasie jedzenia. Dla mnie najlepszy jest taki "podziabdziany", aby swobodnie można było jeść danie za pomocą łyżki. Tak przygotowany makaron wrzucamy na naszą patelnię z bobem, tofu, cebulką i sosem. Jeśli się nie mieści, to można wymieszać i rozłożyć na dwa smażenia lub użyć dużego woka.

    Ostatni etap to dolanie mleczka kokosowego - coconut milk. Zazwyczaj można je nabyć w puszce. Warto zwrócić uwagę na skład i szukać wersji bez konserwantów. Znalazłam takową w postaci kremu kokosowego (coconut cream) firmy Fortune - zawiera tylko masę kokosową i wodę, żadnych utrwalaczy ani utleniaczy. Krem różni się od mleka tylko tym, że jest bardziej gęsty i warto go najpierw dobrze przemieszać, ponieważ w puszce woda osiada na dnie, a gęsta masa kokosowa grubą warstwą pod samym wieczkiem (po otwarciu przez chwilę miałam wrażenie, że to masło). Kokos dorzucony na patelnię należy dokładnie przemieszać ze wszystkimi składnikami. Wszystko powinno nabrać czerwonego rumieńca, dzięki papryczce chilli zawartej w sosie curry. Mieszać trzeba uważnie, aby nie pozostawić niewymieszanego mleczka kokosowego. Nie radzę od razu zabierać się za mocniejsze przyprawy, ponieważ chilli potrzebuje parę minut, aby się "przegryźć". Oznacza to, że za parę godzin potrawa może być naprawdę pikantna, nawet jeśli tuż po spróbowaniu wydała się bardzo łagodna.

    Na koniec posypać liśćmi bazylii lub dodać je do całości i wymieszać, aby aromat przeszedł całą potrawkę. Ponieważ czasami ciężko jest dostać w sklepie osiedlowym świeżą bazylię, gorąco polecam trzymanie rozdzielonych i umytych już listków w zamrażalniku. Sprawdzają się równie dobrze, co świeżo zerwane.

    Smacznego!

    niedziela, 5 stycznia 2014

    Kumkwaty - złote mini-pomarańcze

    Kumkwat - czy też kam-kwat w języku kantońskim (z którego wywodzi się popularna nazwa tego krzewu oraz jego złotych owoców) - to najmniejszy cytrus świata; rozmiar jego owoców porównywany jest do dużych oliwek. Niniejszy artykuł poświęcony jest oczywiście owocom - warto jednak pamiętać, że małe drzewka kumkwatu są popularne jako rośliny doniczkowe. W temacie uprawy cytrusów, w tym różnych gatunków kumkwatu, powstało kilka poradników wirtualnych (w tym w j.polskim - naszecytrusy.pl). Najbardziej popularnym gatunkiem tej rośliny jest kumkwat perłowy - Fortunella margarita, istnieje jednak aż pięć innych: japoński (F.japonica), F.crassifolia, F.hindsii, F.obovata oraz F.polyandra.
    Pomimo ogólnoprzyjętej nazwy chińskiej, kumkwat to roślina autochtoniczna dla rozleglejszych terenów Azji południowej oraz całego obszaru azjatycko-pacyficznego. Najwcześniejsze wzmianki historyczne o kumkwacie w chińskiej literaturze sięgają XII wieku. Od wieków kumkwaty uprawiano również w Indiach, Japonii, na Tajwanie i Filipinach oraz innych krajach Azji południowo-wschodniej. Owoc nosi inne, podobne do siebie nazwy: gān jú (język mandaryński), kim quất (wietnamski), somchíd (tajski), geumgyul (koreański), kinkan (japoński) czy też muntala (nepalski).
    Do Europy kumkwat sprowadził szkocki badacz Robert Fortune w 1846 roku, członek i kolekcjoner z Towarzystwa Ogrodniczego w Londynie (London Horticultural Society), wkrótce po tym kumkwat trafił również do Północnej Ameryki. Roślina ta należy do rodziny rutowców. Kumkwat to najmniejszy cytrus świata, a zarazem jedyny, który jest spożywany wraz ze skórką. Kalorycznie odpowiada on winogronom - jest dobrym urozmaiceniem dla osób stosujących diety. Zarazem zawiera wysokie dawki witaminy C, tak jak pomarańcze, a także wiele ważnych składników odżywczych.
    Kumkwaty można do 2 dni przechowywać w temperaturze pokojowej. Lepiej jednak trzymać je w papierowej torebce w lodówce. Ich cena rynkowa wynosi około 50zł za kilogram (w UK: ok. £10.00/kg).

    Kumkwaty, jak wspomniałam, spożywa się razem ze skórką. Wewnątrz owoc jest kwaśny, zaś skórka nadaje mu słodkiego aromatu. To w skórce znajduje się wiele zdrowotnych olejków eterycznych, błonnika oraz antyoksydantów. Z tego powodu ważne jest dokładne opłukanie surowych owoców przed spożyciem. Kumkwaty często są stosowane do sałatek w formie surowej czy kandyzowanej. W Azji bardzo popularne są takie przetwory jak dżem, sok czy galaretka, a także wykorzystywane przy marynowaniu mięs i owoców morza. Surowy stanowi wspaniałą przekąskę - zwłaszcza, jeśli przegryza się go w całości. Trzeba jednak uważać na niewielkie pestki (podobne do tych w mandarynkach)!

    WŁAŚCIWOŚCI ODŻYWCZE I ZDROWOTNE KUMKWATU W 100G OWOCÓW
    Źródło: USDA National Nutrient data base (2004)
    tłum.KK
    Składnik Wartość odżywcza Zalecane dzienne spożycie
    Energia 71 Kcal 3.5%
    Węglowodany 15.90 g 12%
    Białko 1.88 g 3%
    Tłuszcze 0.86 g 4%
    Cholesterol 0 mg 0%
    Błonnik 6.5 g 17%
    WITAMINY
    Kwas foliowy 17 µg 4%
    Witamina B3 (PP) 0.429 mg 2.5%
    Kwas pantotenowy 0.208 mg 4%
    Pirydoksyna (witamina B6) 0.036 mg 3%
    Ryboflawina (witamina B2) 0.090 mg 7%
    Tiamina (witamina B1) 0.037 mg 3%
    Vitamin A 290 IU 10%
    Witamina C 43.9 mg 73%
    Vitamin E 0.15 mg 1%
    Witamina K 0 µg 0%
    ELEKTROLITY
    Sód 10 mg 0.5%
    Potas 186 mg 4%
    MINERAŁY
    Wapno 62 mg 6%
    Miedź 0.095 mg 10%
    Żelazo 0.86 mg 11%
    Magnez 20 mg 5%
    Mangan 0.135 mg 6%
    Selen 0.0 mcg 0%
    Cynk 0.17 mg 1%
    FITOSKŁADNIKI
    β-Karoten 0 µg --
    α-karoten 155 µg --
    ß-kryptoksantyna 193 µg --
    Luteina i zeaksantyna 129 µg --


    Błonnik, jaki spożywamy w kumkwacie, składa się z mieszaniny garbników, pektyny, hemicelulozy oraz innych polisacharydów nieskrobiowych.
    Olejki eteryczne, jakie znajdziemy w tym owocu, to: limonen, pinen, α-bergamoten (olejek bergamotowy), kariofilen (olejek goździkowy), α-humulen oraz α-muurolen.
    Stwierdzono co najmniej kilka zdrowotnych właściwości kumkwatu. Ze względu na wysoki poziom witaminy C, spożywanie tego owocu wzmacnia system odpornościowy organizmu, wspomaga zwalczanie chorób układu oddechowego i działa pozytywnie na kondycję naszej skóry. Witamina C sprzyja także oczyszczaniu nerek (a więc zmniejszeniu ryzyka powstawania kamieni) oraz skuteczniejszemu gojeniu ran. Olejki eteryczne wpływają na usuwanie kamieni żółciowych, łagodzenie objawów zgagi, a także hamowaniu komórek nowotworowych. Żelazo i miedź - występujące w kumkwacie - są głównymi składnikami potrzebnymi do produkcji czerwonych krwinek. Potas wpływa na regulację ciśnienia krwi, zaś dzięki błonnikowi kumkwat ma właściwości łagodzące dla układu trawiennego, zwłaszcza jelit.
    Czasopismo "International Journal of Molecular Sciences" wykazało, iż kumkwat ma działanie przeciwdrobnoustrojowe oraz przeciwbakteryjne. Zgodnie z artykułem w "Food Chemistry" (2012), kumkwat hamuje rozwój komórek rakowych przy nowotworze prostaty. Koreańscy naukowcy udowodnili podczas badań w 2010 roku, że przeciwzapalne i antybakteryjne właściwości tego owocu wspierają zwalczanie patogenów skóry, stąd ważnym zastosowaniem rośliny może być przyrządzanie okładów do stosowania zewnętrznego. W "Plant Foods for Human Nutrition" (2009) poświęcono artykuł badaniom nad kumkwatem, przeprowadzanym w Grecji, gdzie udowodniowo wysokie stężenie antyoksydantów oraz bioaktywnych fenoli, znanych jako substancje przeciwnowotworowe oraz ochronne dla struktury ludzkiej skóry. Obecnie trwają badania nad wpływem kumkwatu jako elementu diety przy obniżaniu poziomu cholesterolu.

    Smacznego!